Jest szósta rano. W wielu miastach Polski światła w piekarniach palą się już od kilku godzin. Z pieców wychodzi pierwsze pieczywo, w warsztatach samochodowych ktoś podnosi bramę, w zakładzie stolarskim słychać pierwsze uderzenia narzędzi, a fryzjer przygotowuje stanowisko na pierwszego klienta.
Ten obraz powtarza się codziennie – i właśnie dlatego tak rzadko go zauważamy. Rzemiosło jest jak krwiobieg gospodarki: niewidoczne, dopóki działa. Gdyby jednak nagle zamilkło, Polska bardzo szybko odczułaby skutki tej ciszy.
Według danych w Polsce działa około 300 tysięcy zakładów rzemieślniczych. To setki tysięcy miejsc, w których coś się naprawia, wytwarza, piecze, szyje, montuje i projektuje. W szerszym ujęciu, uwzględniając firmy o podobnym charakterze, liczba takich przedsiębiorstw przekracza znacząco pół miliona.
Skala tego świata jest większa, niż zwykle sobie uświadamiamy. W sektorze mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw pracuje w Polsce blisko siedem milionów osób, czyli ponad połowa zatrudnionych w firmach. To właśnie te przedsiębiorstwa wytwarzają około 45 procent polskiego produktu krajowego brutto. Działają w liczbie przekraczającej dwa miliony, a zdecydowaną większość stanowią najmniejsze firmy – warsztaty, zakłady usługowe, rodzinne pracownie.
Za tymi liczbami kryją się jednak konkretne historie i bardzo realna codzienność. Siedem milionów ludzi to nie statystyka – to mechanicy, piekarze, krawcowe, elektrycy, stolarze, fryzjerzy, cukiernicy, instalatorzy. To właściciel zakładu, który rano otwiera drzwi i wie, że od jego pracy zależą pensje kilku pracowników. To pracownicy, którzy z tych pensji utrzymują swoje rodziny, spłacają kredyty, robią zakupy w lokalnych sklepach. Każda mała firma uruchamia łańcuch zależności: zamawia materiały, korzysta z usług księgowych, transportowych, energetycznych. Rzemiosło nie działa w próżni – ono napędza inne segmenty gospodarki.
Blisko połowa polskiego PKB wytwarzana przez sektor MŚP to również ogromny wkład w stabilność finansów publicznych. Z działalności tych firm pochodzą podatki dochodowe, VAT, akcyza, składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. To z nich finansowane są szkoły, szpitale, drogi, komunikacja publiczna. Każda wystawiona faktura, każdy paragon w małym zakładzie to cząstka środków, które wracają do wspólnej kasy państwa i samorządów. W praktyce oznacza to, że gdy działa lokalny warsztat czy piekarnia, działa też fragment systemu emerytalnego, ochrony zdrowia i edukacji.
Warto też pamiętać, że mikro- i małe firmy są najbardziej rozproszone terytorialnie. Wielkie inwestycje koncentrują się w kilku największych ośrodkach, natomiast rzemiosło jest obecne niemal w każdej gminie. Tam, gdzie nie ma dużej fabryki ani biurowca międzynarodowej korporacji, często właśnie zakład rzemieślniczy jest jednym z głównych pracodawców. To on utrzymuje lokalny rynek pracy, daje pierwsze zatrudnienie młodym ludziom, pozwala zostać w rodzinnej miejscowości zamiast wyjeżdżać do dużego miasta lub za granicę.
Mówiąc dzisiaj o „odporności gospodarki” – jej zdolności do przetrwania kryzysów warto podkreślić, że to właśnie małe, rozproszone geograficznie firmy pełnią w tym systemie rolę amortyzatora. Gdy jedna branża przeżywa trudności, inne nadal funkcjonują. Gdy zamyka się pojedynczy zakład, nie pociąga za sobą całego regionu. Ta różnorodność i lokalne zakorzenienie sprawiają, że gospodarka oparta także na rzemiośle jest mniej podatna na gwałtowne wstrząsy.
Innymi słowy: kiedy pracuje rzemiosło, pracuje znacząca część państwa. Pracuje jego budżet, jego system usług publicznych, jego lokalne wspólnoty. A gdyby ten świat choć na chwilę się zatrzymał, odczulibyśmy to nie tylko w portfelach, lecz także w codziennym rytmie życia – w ciszy warsztatów, zamkniętych witrynach i braku światła w oknach małych zakładów, które zwykle zapalają się jako pierwsze.
Rzemiosło daje pracę – i to w skali, która robi wrażenie. Szacuje się, że w zakładach rzemieślniczych i firmach o podobnym charakterze pracuje od półtora do dwóch milionów osób. To więcej niż liczba mieszkańców wielu europejskich stolic.
Ale rzemiosło to nie tylko miejsca pracy. To także miejsca nauki. W warsztatach, piekarniach, pracowniach i zakładach usługowych ponad 70 tysięcy młodych ludzi rocznie zdobywa zawód. Uczą się nie tylko teorii, lecz przede wszystkim praktyki: jak wyczuć materiał pod dłonią, jak rozpoznać dźwięk dobrze pracującej maszyny, jak naprawić coś tak, by działało przez lata.
Rzemiosło dostarcza bowiem rzeczy najbliższych codziennemu życiu. To pieczywo i wyroby cukiernicze, które trafiają na stoły milionów rodzin. To meble, drzwi i okna, które tworzą nasze domy. To odzież, biżuteria, usługi mechaniczne, elektryczne, instalacyjne. To naprawy, dzięki którym rzeczy nie trafiają od razu na śmietnik. Można powiedzieć, że rzemiosło nie tylko produkuje – ono przedłuża życie przedmiotów i uczy szacunku do pracy.
Jest jeszcze jedna liczba, o której rzadziej się mówi. Mikro- i małe przedsiębiorstwa, wśród których rzemiosło stanowi bardzo znaczącą część, odpowiadają za blisko jedną trzecią polskiego PKB, a cały sektor małych i średnich firm – za prawie połowę gospodarki. To oznacza, że bez pracy setek tysięcy drobnych przedsiębiorców polska gospodarka wyglądałaby zupełnie inaczej.
A jednak siła rzemiosła nie polega tylko na liczbach. W małych miejscowościach zakład rzemieślniczy bywa czymś więcej niż firmą. To punkt orientacyjny, miejsce spotkań, fragment lokalnej tożsamości. Piekarnia, która działa od pokoleń, warsztat, który przejął syn po ojcu, pracownia, w której nazwisko na szyldzie jest jednocześnie historią rodziny. W takich miejscach gospodarka przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. Staje się twarzą konkretnego człowieka.
Rzemiosło ma też inną, niezwykle ważną cechę – jest zakorzenione. Wielkie koncerny mogą przenosić produkcję z kraju do kraju, ale warsztat, który pracuje dla lokalnej społeczności, zostaje tam, gdzie są jego klienci. Dzięki temu rzemiosło stabilizuje lokalne rynki pracy i wzmacnia gospodarkę regionów.
Dlatego coraz częściej mówi się, że odporność gospodarki nie polega wyłącznie na wielkich inwestycjach, lecz także na wzmacnianiu tego, co lokalne, trwałe i oparte na umiejętnościach.
Kiedy więc ktoś pyta, czy rzemiosło jest dziś jeszcze potrzebne, warto na chwilę zatrzymać się i rozejrzeć wokół. Zobaczyć chleb na stole, naprawiony samochód, nowe okno w mieszkaniu, obrączki w witrynie jubilera, fotel u fryzjera, światło zapalone przez elektryka. To wszystko jest efektem pracy ludzi, którzy często nie występują w telewizji i nie pojawiają się w raportach o największych inwestycjach, ale bez których codzienność przestałaby być możliwa.
Dlatego dzień bez rzemiosła nie byłby po prostu dniem bez jednej branży gospodarki. Byłby dniem, w którym Polska nagle odkryłaby, jak wiele zawdzięcza pracy rąk, doświadczeniu i fachowi – i jak bardzo potrzebuje ludzi, którzy potrafią robić rzeczy dobrze. Bo gospodarka może rosnąć dzięki wielkim projektom. Ale przetrwa dzięki rzemiosłu.



