Rating, czyli kilka liter, które mogą kosztować miliardy

Na pierwszy rzut oka rating wygląda niewinnie. Kilka liter, czasem cyfry i znaki: AAA, A-, BBB+, Baa2. Dla przeciętnego człowieka to finansowy alfabet, który niewiele mówi. Na rynkach finansowych te kilka znaków może jednak mieć znaczenie liczone w miliardach.

Rating to w uproszczeniu ocena wiarygodności kredytowej państwa, firmy, banku albo konkretnej emisji długu. Mówi inwestorom, jak agencja ratingowa ocenia ryzyko, że dłużnik nie wywiąże się ze swoich zobowiązań. Nie jest to jednak gwarancja wypłacalności ani rekomendacja zakupu obligacji. Same agencje podkreślają, że rating jest opinią dotyczącą względnego ryzyka kredytowego i jednym z wielu elementów, które inwestor powinien brać pod uwagę. I właśnie dlatego rating jest tak ważny. Inwestor, który pożycza państwu czy przedsiębiorstwu pieniądze, chce wiedzieć, jakiego wynagrodzenia oczekiwać za ponoszone ryzyko. Im wyższe oceniane ryzyko, tym większej premii inwestor może żądać.

Co właściwie ocenia agencja?

Agencja ratingowa nie patrzy wyłącznie na to, ile pieniędzy ktoś ma dzisiaj na koncie. W przypadku przedsiębiorstwa analizowane mogą być między innymi zadłużenie, przepływy pieniężne, płynność, rentowność, pozycja konkurencyjna czy perspektywy branży. W przypadku państwa dochodzą takie kwestie jak sytuacja gospodarcza i fiskalna, zadłużenie, finanse publiczne, perspektywy wzrostu czy czynniki instytucjonalne i polityczne.

Co ważne, rating jest próbą spojrzenia w przyszłość. Agencje wykorzystują dane historyczne, ale interesuje je przede wszystkim odpowiedź na pytanie: czy w przyszłości dany podmiot będzie miał zdolność i wolę terminowej spłaty zobowiązań?  S&P opisuje swoje ratingi jako opinie przyszłościowe, a metodologia obejmuje zarówno dane finansowe, jak i czynniki jakościowe. Moody’s również wskazuje, że jej ratingi powstają na podstawie czynników ilościowych i jakościowych, a ostateczna decyzja należy do komitetu ratingowego.

Nawet AAA nie znaczy „bez ryzyka”

Najwyższe poziomy ratingu oznaczają bardzo niskie oceniane ryzyko kredytowe, ale nie oznaczają, że inwestycja jest pozbawiona ryzyka. Najłatwiej wyobrazić sobie rating jako skalę. Na jej górze znajduje się najwyższa wiarygodność kredytowa, a im niżej, tym większe ryzyko. W przypadku S&P i Fitch najwyższa kategoria to AAA, natomiast Moody’s stosuje oznaczenie Aaa. Granica pomiędzy ratingiem inwestycyjnym a spekulacyjnym przebiega odpowiednio przy BBB-/Baa3.

Co więcej, agencje stosują również perspektywę ratingu — na przykład stabilną, pozytywną albo negatywną. Nie oznacza ona automatycznej zmiany ratingu. Informuje raczej o kierunku, w którym — przy określonych warunkach — może on się zmienić. Moody’s wskazuje, że perspektywa jest elementem oceny prawdopodobieństwa przyszłej zmiany ratingu.

Nie oznacza to jednak, że jedna agencja jest po prostu „bardziej surowa”, a druga „bardziej łagodna”. Każda posiada własne metodologie i proces analityczny. Fitch publikuje kryteria określające czynniki i założenia wykorzystywane w podejściu ratingowym, S&P publikuje własne kryteria analityczne, a Moody’s swoje metodologie i modele. Dlatego różnica pomiędzy ratingami dwóch agencji nie musi oznaczać, że któraś z nich „się pomyliła”. Może wynikać z odmiennej metodologii, przyjętych założeń, momentu dokonania oceny albo różnego sposobu interpretacji ryzyka.

A co rating zmienia w prawdziwym świecie?

Wyobraźmy sobie, że państwo chce pożyczyć 10 miliardów złotych. Inwestorzy mogą uznać, że jest to stosunkowo bezpieczny dług i zaakceptować oprocentowanie na określonym poziomie. Jeżeli jednak sytuacja finansowa państwa pogorszy się, a agencja obniży jego rating, część inwestorów może uznać, że za nowe ryzyko trzeba dostać wyższe wynagrodzenie. W rezultacie rentowność obligacji może wzrosnąć, a koszt finansowania państwa — zwiększyć się. To działa także w przypadku przedsiębiorstw. Spadek ratingu może oznaczać, że przy kolejnej emisji obligacji firma będzie musiała zaoferować inwestorom wyższe oprocentowanie. Rating wpływa więc na koszt kapitału. Warto jednak pamiętać, że nie jest to jednak mechanizm automatyczny. Tzw. rynek może przewidywać zmianę ratingu wcześniej i uwzględnić ją w cenach obligacji, zanim agencja oficjalnie ogłosi decyzję. Ratingu nie należy się więc bać ani traktować agencji ratingowych jako wyroczni. To przede wszystkim narzędzie do oceny i zarządzania ryzykiem — zarówno dla inwestora, przedsiębiorstwa, jak i państwa. Obniżenie ratingu nie oznacza automatycznie katastrofy, podobnie jak wysoki rating nie gwarantuje, że problemy nigdy się nie pojawią. Kluczowe jest to, aby odpowiednio wcześnie rozpoznawać ryzyka, rozumieć ich źródła i podejmować działania, które ograniczają ich skutki. Dotyczy to również finansów publicznych: stabilne finanse państwa, wiarygodna polityka gospodarcza i odpowiedzialne zarządzanie długiem zwiększają odporność na sytuacje kryzysowe. Rating jest więc nie tyle oceną, której należy się obawiać, ile sygnałem, który warto rozumieć i wykorzystywać w zarządzaniu ryzykiem.

Autorem artykułu jest Antoni Kolek, Główny Ekonomista ZRP