Zawody, których już nie ma

Kiedyś ktoś musiał zapalić latarnię. Ktoś inny musiał obudzić mieszkańców miasta, zanim jeszcze wynaleziono budziki. Była telefonistka, która ręcznie łączyła rozmowy, mleczarz dostarczający mleko pod drzwi, zecer układający tekst z pojedynczych czcionek i telegrafista, który przekazywał wiadomości na odległość. Byli też windziarze, pocztylioni, dróżnicy kolejowi i operatorzy projektorów filmowych.

Dziś wiele z tych zawodów brzmi niemal jak rekwizyty z filmu o dawnych czasach. Trudno sobie wyobrazić, że jeszcze stosunkowo niedawno ktoś codziennie wykonywał pracę, bez której funkcjonowanie miasta wydawało się niemożliwe.

A przecież dla ludzi żyjących w tamtych czasach te zawody były czymś oczywistym. Tak samo oczywiste jak dla nas są programiści, specjaliści od marketingu internetowego, analitycy danych czy administratorzy mediów społecznościowych. Patrzymy na nie jak na normalny element współczesnego świata, zapominając, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie tylko nie było takich stanowisk — nie było nawet potrzeby, żeby je wymyślać.

I tu zaczyna się ciekawa lekcja historii. Zawody nie znikają dlatego, że nagle stają się niepotrzebni ludzie. Znikają dlatego, że zmieniają się potrzeby. Technologia potrafi przejąć część obowiązków, maszyna może wykonać pracę szybciej, a całe procesy można zorganizować zupełnie inaczej. Nikt przecież nie zwolnił wszystkich latarników z powodu ich lenistwa. Po prostu pojawiła się elektryczność i latarnia przestała potrzebować człowieka.

Podobnie stało się z telefonistkami. Centrala automatyczna zrobiła to, co wcześniej wymagało pracy człowieka. Zecerzy ustąpili miejsca drukarkom i komputerom. Windziarze stali się zbędni, kiedy windy zaczęły obsługiwać się same. Nawet budziciel — człowiek, który o określonej porze stukał w okna swoich klientów, żeby ich obudzić — przegrał z małym urządzeniem, które dziś nosimy w kieszeni.

I być może właśnie dlatego warto ostrożniej patrzeć na nasze własne zawody. Mamy naturalną skłonność do myślenia, że świat, który znamy, będzie trwał. Skoro od lat istnieje księgowy, kierowca, kasjer, tłumacz, fotograf czy operator, to wydaje nam się, że tak będzie zawsze. Tymczasem historia pokazuje coś zupełnie innego. Niektóre zawody mogą zniknąć szybciej, niż się spodziewamy. Inne zmienią się tak bardzo, że ich dzisiejsza forma stanie się nie do poznania.

Ale to nie oznacza, że pracy będzie coraz mniej. Kiedy znika jeden zawód, często pojawia się kilka nowych. Nikt sto lat temu nie mógł przewidzieć, że ktoś będzie projektował aplikacje na telefon, zarządzał kampaniami w mediach społecznościowych albo zajmował się bezpieczeństwem systemów komputerowych. Dziś trudno wyobrazić sobie bez nich świat.

Możliwe więc, że nasze dzieci będą kiedyś z takim samym zdziwieniem słuchały o niektórych współczesnych profesjach, z jakim my słuchamy o budzicielach. Być może zapytają: „Naprawdę ludzie robili to ręcznie?” albo „Po co był komu taki zawód?”. A ktoś wtedy odpowie: „Bo kiedyś świat działał właśnie w ten sposób”.

Nie wszystkie zawody jednak znikną. Są takie, których technologia może wspierać, ale trudno jej całkowicie zastąpić człowieka. Szczególnie dotyczy to rzemiosła. Stolarz, szewc, krawiec, kowal, zegarmistrz czy rzemieślnik zajmujący się renowacją starych przedmiotów wykonuje pracę, w której liczą się nie tylko precyzja i powtarzalność, ale również doświadczenie, wyczucie materiału i ręka człowieka.

Co więcej, im bardziej świat staje się zautomatyzowany, tym bardziej możemy zacząć doceniać rzeczy wykonane przez człowieka. Maszyna może wyprodukować tysiące identycznych przedmiotów. Rzemieślnik potrafi stworzyć jeden, który będzie miał swoją historię, ślad jego pracy i charakter.

Być może więc przyszłość nie będzie polegała na prostym podziale: człowiek albo maszyna. Raczej na nieustannym przesuwaniu granicy między tym, co wykonujemy sami, a tym, co oddajemy technologii.

Latarnik zniknął, ale pojawił się elektryk. Telefonistka odeszła, ale pojawił się informatyk. Zecer przestał składać czcionki, a jego miejsce zajęli ludzie, których zawody wcześniej nie istniały. I tak będzie dalej. Dzisiejsze zawody, które wydają nam się oczywiste i nieśmiertelne, kiedyś również mogą odejść do historii. Nie powinniśmy się jednak bać samego znikania zawodów. Historia pokazuje, że wraz z nimi pojawiają się nowe — takie, których nazw jeszcze nawet nie znamy.

A kiedyś być może ktoś spojrzy na nasze dzisiejsze profesje tak, jak my patrzymy na budziciela czy telefonistkę. I jednocześnie ktoś inny nadal będzie siedział przy stole, strugał drewno, naprawiał zegarek albo szył buty. Bo technologia może zmienić bardzo wiele, ale potrzeba stworzenia czegoś własnymi rękami, dobrze i po ludzku, prawdopodobnie jeszcze długo nie wyjdzie z mody.

Autorem artykułu jest dr Antoni Kolek, Główny ekonomista ZRP